Szukaj na tym blogu

Archiwum Bloga

Subskrybuj przez Email

Odsłony bloga

Współtwórcy

Obserwatorzy - Google+

Obserwatorzy - Blogger

Translate

19.07.2017

Gobliny z Morii #3

To ostatni z pierwszej trójki goblinów, które pomalowałam na szybko. Pierwsze moje doświadczenie z malowania na szybko, "masowo" (nie czepiać się, każdy ma swoje pojęcie masówki :P). Byłam zaskoczona, że jeszcze coś może mi tak szybko iść. Fakt, kiedyś malowałam 6 do 9 figurek tygodniowo, więc niby powinnam być przyzwyczajona, ale kiedy to było... Dawne czasy. Teraz plastikowa Drużyna (9 figurek) zajęła mi chyba ze trzy miesiące od momentu, jak zaczęłam ją składać. Takie to różnice. Ale nie mam co narzekać. Nie grozi mi wypalenie hobbystyczne, kiedy mam takie tempo i hobby nie zawsze dostępne na zawołanie.
14.07.2017

Gobliny z Morii #2

Gobliny z Morii, podejście drugie. Na niejednej aukcji ze szrotem figurkowym są jakieś ich części. Stanowią chyba nieodłączny element każdej kolekcji figurek z LOTRa, pomalowanej lub niepomalowanej. Dla wielu naszych znajomych (nieco młodszych) były pierwszymi figurkami, na których próbowali swoich sił w malowaniu. Dobra rzecz do nauki malowania, przyznaję. Raczej nie wygrzebiemy się spod goblinów przez lata (nie mamy ich na razie tak wielu, ale mamy w planach dokupić), więc może jakieś warsztaty malarskie dla dzieci będą miały miejsce z udziałem goblinów ćwiczebnych ;)
10.07.2017

Gobliny z Morii, czyli speedpainting po mojemu (#1)

Każdy czasem czegoś innym zazdrości. Nic w tym złego, jeśli to zazdrość bez domieszki nieżyczliwości - taka może być nawet motywująca. I jest dokładnie tak, jak z prostymi i kręconymi włosami - kędzierzawi całe życie prostują kudły, a prostowłosi marzą o kręconych. No, może to tylko domena kobiet, ale tak jest często ;) Bloger blogerowi też zazdrości. Umiejętności, posiadania archiwalnych figurek, których już nie można dostać, czasu na hobby. Ja zazdroszczę czasem ludziom... speedpaintingu. Mimo że wszyscy wiemy, iż jakość liczy się bardziej niż ilość, to jednak wygrzebanie się spod kupy modeli do pomalowania czasem dyktuje rozwiązania kompromisowe. Poza tym, co z tego, że jakość jest ważniejsza. Zawodowych malarzy, którzy wygrywają konkursy, bo siedzą kilka tygodni nad jedną figurką, jest naprawdę garstka. A co z tymi, którzy chcą mieć modele do grania lub do kolekcji, na przyzwoitym poziomie, ale chcą je wreszcie mieć, a nie głaskać ucho pojedynczego orka czterdziestoma warstwami rozwodnionej farby przez pół roku? Dlatego właśnie wzięłam się za coś, co przynajmniej z nazwy i z ogólnych założeń można nazwać speedpaintingiem, chociaż tu definicji może być wiele. 
05.07.2017

Drużyna Pierścienia w Morii

Pora wreszcie na Drużynę Pierścienia w komplecie. Zorientowałam się, że nie zdołam w lipcu za wiele wrzucić na bloga, bo w drugiej połowie nas nie będzie, ale jakoś wbiję się na FKB, bo nadszedł czas malowania adwersarzy dla tej przyjemnej drużynki, która właśnie wkroczyła do Morii. Muszą w końcu kogoś siec. Na pamiątkę zrobiłam zdjęcia grupowe, bo wiadomo, ktoś tam zaraz zleci w przepaść z Balrogiem, albo skończy jak Podbipięta... a w Morii są jeszcze wszyscy razem, choć otoczeni przez złowrogą ciemność i wrogów. Swoją drogą, jak ktoś nie brzydzi się telewizji, to w piątek można obejrzeć właśnie Drużynę Pierścienia. Oczywiście z reklamami, podczas których zdążysz wykąpać dziecko, zjeść kolację i pójść do sklepu w sąsiednim województwie ;)
30.06.2017

Peregrin Took daje kamienia (w Morii)!

Pippin to ostatnia figurka z Drużyny Pierścienia. Najlepszy przyjaciel Meriadoka i najbardziej zawzięty miotacz kamieni, co widać po minie i groźnie uniesionej prawicy. Pierwsza wersja Pippina, metalowa, niestety średnio mi wyszła. A szkoda, bo z tych dwóch akurat bardziej mi się podoba, choć ten kamień daje plusa plastikowi. Nie dodaje mu dynamizmu takiego jak u Aragorna, ale chociaż coś się w tym modelu "dzieje".
27.06.2017

Magnetyczne uchwyty do malowania figurek (DIY)

Po stalowych kulkach do mieszania farbek pora na drugi z zapowiadanych mini-poradników, a mianowicie własnej, uproszczonej konstrukcji magnetyczne uchwyty do trzymania figurek (i nie tylko) w trakcie malowania.

Pomysł na to drobne udogodnienie przyszedł mi do głowy w trakcie przygotowywania grzybów - znaczników do Karak Zorn, które z racji swoich drobnych rozmiarów trochę niewygodnie było trzymać bezpośrednio w dłoni w trakcie malowania.
23.06.2017

Meriadoc Brandybuck w Morii i... zmiana kodu ;)

Merry i Pippin wepchnęli się do Drużyny jako ostatni. Tzn. mówimy o filmie, bo w końcu figurki są na podobieństwo (przynajmniej w założeniu) Drużyny filmowej. I tak malowałam dwóch sympatycznych hobbitów jako ostatnie figurki z tego projektu. Nawet malowałam ich razem, wbrew moim obecnym zwyczajom. Po prostu dla mnie to przyjaciele nierozłączni i nie umiałam inaczej :) Obaj są uzbrojeni w kamienie, którymi zaraz nabiją wrogom kilka siniaków. Obaj nieco tchórzliwi, ale sprawdzili się przecież w boju, każdy na swój sposób. Choć w Morii jeszcze byli na początku swej bojowej drogi.
16.06.2017

Samwise Gamgee walczy w Morii

Z całej moriowej Drużyny zostali już tylko hobbici, czyli największy drobiazg naładowany (jak na plastiki) detalami, ale zarazem mała powierzchnia do pomalowania, znaczy się - pracy z nimi raczej jest niewiele :) Przyznaję, że plastikowy model Sama lubię bardziej od metalowego. Nawet nie chodzi o to, że ten malowany pięć lat temu nie może wyglądać dobrze. Tu na pierwszy rzut oka widać, że to Sam! Uzbrojony w patelnię (metalowy model też ją miał, ale bardziej ukrytą), metry kiełbasy przytroczone do plecaka, wiadomo, prowiant i w Morii musi być. Już czekam, aż Sam zdzieli tą patelnią jakiegoś goblina albo nawet trolla (zakupy do Morii zaszły już tak daleko, że nie ma bata... znaczy Balrog nie ma bata, ale poza tym kupiony tanio ma wszystko).
13.06.2017

O mieszaniu farbek (stalowymi kulkami)

Zanim przedstawię efekty ostatnich prac figurkowych pora na dwa mini-poradniki na tematy okołomalarskie. Dzisiaj pierwszy z nich, poświęcony zagadnieniu skutecznego mieszania farbek, które, w sporej większości i to w zasadzie niezależnie od producenta, lubią się rozwarstwiać, gdy dłużej postoją na półce, a niekiedy nawet wymagają solidnego mieszania przed praktycznie każdym użyciem.

Oczywiście standardowe "trząchanie", jak to mówi w kontekście tonera drukarki jeden z informatyków u mnie w pracy, z reguły wystarcza, warto jednak moim zdaniem pomyśleć o prostym sposobie na usprawnienie i przyspieszenie tego procesu, by później łapa nie odpadła po "trząchaniu", i byście nie skończyli tak, jak ja - z hakiem zamiast łapy.
05.06.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXIV - Gwiazda filmowa, czyli Boromir (z Morii)

Tak szybko z Figurkowym Karnawałem Blogowym to mi chyba jeszcze nie poszło. Czekałam na temat kolejnej edycji i ucieszyłam się bardzo, bo akurat miałam na warsztacie pasującą rzecz. Skończyłam i będzie jak znalazł. W tym miesiącu FKB jest prowadzony przez Tabletop Bastards, a jego tematem jest gwiazda filmowa. Czy ktoś się nadaje lepiej niż Boromir? Może ktokolwiek z Drużyny Pierścienia, odpowie ktoś. Otóż moim zdaniem nie, albowiem to właśnie plastikowy Boromir z Morii najładniej odzwierciedla filmowy pierwowzór. Po prostu idealnie jak Sean Bean, aż mnie ściska w dołku, bo odruchowo przeczuwam jego śmierć ;) Chyba pod tym względem żaden plastik tak dobrze się nie udał.  
31.05.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXIII - MacGyver w Karak Zorn (2/2)

Pora na drugi wpis karnawałowy, powstały z inspiracji Dziada z Lasu. Jak już pisałam w zeszłym tygodniu, nie mogłam sobie darować i odwaliłam dwa dzieła na tę edycję FKB. Może chciałam zrekompensować brak makiety właściwej, jaką szykował Tomek, a niestety się nie wyrobił (ale się wyrobi w czerwcu - a materiał odpadowy jest iście epicki!). Nie przebiję go niestety w recyklingowym nowatorstwie, ale dorzucę coś od siebie. Tym razem wykorzystałam prezentowane wcześniej klejnociki z ozdobnych wsuwek do włosów. Nawet okazało się, że mam jeszcze dwie takie wsuwki nienaruszone ;) Skarbów więc mogę tworzyć mnóstwo.
29.05.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXIII - MacGyver z płytą CD

Czy ktoś z Was jeszcze pamięta swoją pierwszą płytę CD? W moim przypadku była to pierwsza połowa lat 90-tych, a płyta była niewiadomego pochodzenia znaleziskiem z tzw. "Górek" nieopodal mojej podstawówki. Z kolei pierwsza realnie działająca płyta, którą miałem w ręku, pożyczona zresztą, w komplecie z pożyczonym raczej archaicznym napędem CD-ROM, to "składanka" gier od "Ruskich" z bazaru, a na niej m.in. "Warcraft: Orcs & Humans" - gra, która zresztą nie pozostała bez wpływu na moje późniejsze zainteresowanie nie tylko całą serią Warcraftów, ale i fantastyką w ogóle.
23.05.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXIII - MacGyver w Karak Zorn (1/2)

W tym miesiącu nie dałam się powstrzymać przeciwnościom losu. Nawet wyjazd wakacyjny, w trakcie którego właśnie jesteśmy, nie będzie przeszkodą. Oczywiście same prace (tak, będą dwie!) zrobiłam jeszcze w Warszawie, tak jak i ich zdjęcia. Na tę edycję świetnie nadały się makiety, bo w odróżnieniu od figurek nie trzeba (czasem wręcz nie można) siedzieć przy nich za długo na raz, za to trzeba systematycznie. Akurat w takim trybie ostatnio mogłam działać, więc było mi to na rękę. Ale zanim przejdę do szczegółów, to jeszcze odhaczę formalności. Tę edycję Figurkowego Karnawału Blogowego zawdzięczamy Dziadowi z Lasu i robimy rzeczy z innych rzeczy, czyli naśladujemy jednego z bohaterów dzieciństwa, jakim był MacGyver. Temat rzeka i daje milion możliwości, bo kto w hobby figurkowym nie bywał MacGyverem? Kto nie bywał w LerleMerle lub OBI pod pozorem remontu mieszkania, by znaleźć idealne materiały do makiet? Kto nie podszywał się pod dentystę, by zyskać w hurtowni narzędzia do rzeźbienia, o gipsie nie wspominając? Kto nie przechodził koło śmietnika i nie wygrzebał z niego... hmm. No dobra, może bez tak daleko idących insynuacji ;)
20.05.2017

Gimli w swoim żywiole (czyli w Morii)

Skoro Frodo ma już Aragorna miecz, Legolasa łuk, to czas na topór (a właściwie topory) Gimliego. I samego Gimliego. Tę figurkę malowałam już w wersji metalowej prawie 5 lat temu, bardzo mi się podobała. Ale i plastikowy model jest bardzo udany. Może trochę brakuje mi płaszcza (jak to każdemu, kto lubi płaszcze), ale i tak lubię tego brodacza. Oczywiście ma budowę typową dla plastików z moriowej ramki, czyli jest drobniejszy niż metalowy model. Trzeba się przyzwyczaić.
18.05.2017

Grzyby! - znaczniki (nie tylko) do Karak Zorn

Do trzech razy sztuka, czyli po "krasnoludzkich znacznikach uniwersalnych" oraz "kryształach" pora na znaczniki po raz trzeci - tym razem są to grzyby, dokładnie osiemnaście sztuk (czas pokaże, czy to za mało, czy za dużo), przeznaczone przede wszystkim do jaskiniowych rozgrywek w "Karak Zorn", ale nie tylko...
11.05.2017

Kryształy - znaczniki do Karak Zorn

Po "krasnoludzkich znacznikach uniwersalnych" pozostajemy dalej w tematyce rzeczonych znaczników. Tym razem pora na... jaskiniowe kryształy.

W założeniu mają one pełnić po prostu funkcję kosztowności w prowadzonych przez nas rozgrywkach podziemno-jaskiniowych w klimatach "Karak Zorn", ale w razie potrzeby mogą również odgrywać rolę -  jak zwykł mawiać pewien znany warhammerowy klasyk - obiektywów w scenariuszach.
09.05.2017

Legolas z Leśnego Królestwa (chwilowo w Morii)

Pisałam, że mam nadzieję nie malować kolejnej figurki z Drużyny Pierścienia już tak długo, jak to wyszło z Aragornem. Dla odmiany więc Legolas poszedł mi ekspresowo. Cóż, to model bardzo prosty, podobnie jak metalowa wersja, więc niewiele tu było roboty. Przy okazji wygrzebałam tamten model sprzed pięciu lat i ucieszyłam się, że już ciut lepiej maluję twarze ;) Różnica między ich twarzami jest taka, jak między Orlando Bloomem we Władcy Pierścieni i Hobbicie. Niby człowiek (elf) ten sam, a w tym drugim z twarzy był jakiś taki... wybaczcie niepolskie słowo - creepy.
06.05.2017

Aragorn (prosto) z Morii

Jako że świat się kończy i mój mąż wrzuca coś na bloga, muszę też pocisnąć swoje prace, żebyście o mnie nie zapomnieli ;) Długo nic nie wrzucałam, bo ten Aragorn zajął mi pół życia, a w długi weekend nijak czasu nie mogłam znaleźć, tyle się działo. Raz, że malowanie tyle trwało, a dwa... już w trakcie zorientowałam się (dzięki Maniexowi i temu, że on pomalował swojego Aragorna pierwszy), że źle przykleiłam rękę z mieczem. Nie wiem, jak do tego doszło, ale fakt jest faktem - wyglądało to co najmniej głupio. Na szczęście nie było za późno, udało się jakoś delikatnie odkleić i przykleić ponownie we właściwej pozycji. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że Aragorn jedną ręką macha mieczem, a drugą macha tak sobie w powietrzu ;)
04.05.2017

"Krasnoludzkie" znaczniki uniwersalne

Zgodnie z przedwczorajszą zapowiedzią rozpoczynam cykl regularnych (przynajmniej taką mam nadzieję ;)) publikacji poświęconych szeroko rozumianemu projektowi "Karak Zorn".

We wspomnianej zapowiedzi wspomniałem m.in. o przygotowaniu zestawu różnorakich znaczników do gier podziemnych. Kompletów znaczników planuję kilka, czy raczej nawet kilkanaście, niektóre poniekąd dublujące się. Wynika to nie tyle z jakiegoś szczególnego zapotrzebowania na znaczniki, choć de facto i takie istnieje, gdyż praktyka naszych dotychczasowych gier wskazuje na to, iż używane są niemal w każdym scenariuszu, co raczej z faktu, że po prostu lubię znaczniki przygotowywać, malować etc. :D.

Na pierwszy ogień najprostsze znaczniki uniwersalne, w krasnoludzkim klimacie...

02.05.2017

O dalszych moich planach figurkowych słów kilka - tym razem na poważnie!

Miesiąc temu, chwilę po tym, jak powróciłem po dłuższej przerwie na "Hakostwo" z figurką "Białego Misia", podzieliłem się z Wami swoimi "planami" figurkowymi na przyszłość. Oczywiście jednak mało kto, jeżeli w ogóle ktokolwiek, dał się nabrać na ten primaaprilisowy żart, który zresztą dość szybko "zdekonspirowałem" w kolejnym poście.

Dzisiaj przyszła w końcu pora na przedstawienie - już całkiem na poważnie, całkiem serio - moich planów hobbystycznych, bitewniakowych, czy też - jeszcze inaczej rzecz ujmując - "figurkowych".
29.04.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXII - część 2, Wybrany - Gandalf z Morii

W poprzednim wpisie z bieżącego FKB pisałam o odrzuconych lub oczekujących na pomalowanie figurkach. Trochę się tego zebrało, choć do największych kolekcjonerów nam daleko ;) Teraz już bardziej standardowy wpis jak na mnie, bo po prostu wrzucę figurkę, którą niedawno pomalowałam. Tytuł "Gandalf z Morii" trochę jest enigmatyczny, bo Gandalfa z Morii już malowałam. Tym razem jednak to plastik, kolejny z Drużyny. Myślałam, że wyrobię się z Aragornem, ale muszę niestety w najbliższych tygodniach (a raczej miesiącach) poświęcić część czasu wolnego na dentystę (wiem, to brzmi trochę jak "przepraszam, śpieszę się na egzekucję", ale co robić). Tak już było w tym tygodniu, więc z Aragornem się nie wyrobiłam, może dobrze zresztą, bo dzięki Maniexowi zauważyłam błąd w sklejeniu i mogłam go jeszcze naprawić :) 
24.04.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXII - część 1 i 3, czyli Odrzucony Legion

Miałam poważne wątpliwości, czy zdołam wziąć udział w tej edycji FKB. W końcu jednak zdecydowałam, że to zrobię, ale od razu mówię - nie mogę w pełni zrealizować punktu 1. Dlaczego, to zaraz wyjaśnię. Na początek jednak dla porządku wyjaśniam, że opiekunem tej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego jest gervaz, a temat to "Wybrany i odrzucony". Temat fajny, w moim odczuciu skłaniający do refleksji (ale w sumie to który temat do niej nie skłaniał :)) w kwestii decyzji o pomalowaniu bądź niepomalowaniu modelu. A raczej modeli, bo jak u wielu, u nas idzie to pewnie w setki, jakby tak szczegółowo policzyć. Mój proces decyzyjny co do tego, jakie figurki wybieram, a jakie odrzucam, jest dość prosty i znacznie ułatwia mi go fakt, że wszystkie najbardziej odrzucone odrzuty wyekspediowałam z domu na wieczne niepomalowanie. Czyli na strych do teściów.
19.04.2017

Frodo Baggins z Morii

Wygląda to trochę, jakbyśmy się zmówili z Maniexem, że malujemy plastikową drużynę z Mines of Moria ;) Ale nie - ja swoją kupiłam niedawno za zawrotną cenę 29 zł na Allegro. Nie była więc ani przez chwilę na kupce wstydu, bo od razu się za nią wzięłam. Dlaczego kupiłam mniej obfite w detale plastiki, skoro piękną metalową Drużynę Pierścienia już mamy? Bo mogłam! A myślałam przy tym kolekcjonersko i przyszłościowo - jak pofruną przy zabawie figurkami z dziećmi (za ileś tam lat), to nie będzie takich szkód ;) (a już trzeba chronić wszelkie przedmioty w zasięgu ręki przed wodzem Małą Łapką, bo wszystko chwyta).  I może po plastikowej Drużynie zmobilizuję się wreszcie do pomalowania goblinów z Morii, bo te akurat już od roku czekają. 
16.04.2017

Życzenia wielkanocne od Hakostwa

Jak co roku patrzę na zeszłoroczne życzenia, żeby nie napisać takich samych... ;) I wiecie co? Nie chcę pisać po raz kolejny tych samych treści, tylko ubranych w inną formę. Nie znaczy to, że nie życzę jak zawsze radości, dobrze spędzonego czasu z rodziną i odpoczynku. Wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że wszyscy będziecie mieli okazję do robienia tego, czego na co dzień Wam brak, do czego okazja jest tylko kilka razy w roku. Ale hej, to tylko różne formy świętowania. Śniadanie z rodziną, obiad u babci, patrzenie w gwiazdy czy jedzenie mazurków. Cieszymy się, więc walniemy sobie taką dawkę cukru, jak w słynnej szarlotce autorstwa Tomka, zwanej "Klątwą cukrzyka". Ale nie jest to treść, tylko forma.

Dlatego trochę inaczej, niż co roku, tym razem wraz z Tomkiem życzymy Wam wszystkim, żebyście zobaczyli, jak fajne są te Święta.  Tak w samej swojej treści, w oderwaniu od zajączków, kurczaczków i jajek (które są miłym symbolem i ozdobą). Bo treścią jest Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Nie mogę życzyć niczego, co by je przebiło. Tylko tego, by umieć naprawdę się nim cieszyć.

I tego właśnie życzymy. Wszystkim Czytelnikom i Oglądaczom Figurek, wierzącym i niewierzącym, szczęśliwym i nieszczęśliwym, starym i młodym, zgrabnym i pokracznym, wszystkim ludziom w ogóle, a także sobie samym -

Natalia, Tomek i Mateusz
11.04.2017

Królowie Paździerza - duch

Po tym, jak Tomek rozpoczął (trochę w innym niż ja stylu) serię "Królowie Paździerza", pora, bym i ja dołożyła swą cegiełkę do tej budowli ;) Nie bez powodu piszę o budowli, bo pomysł na "Królów Paździerza" wywodzi się od dawnej tradycji odnawiania klubowych makiet. Były to czasem metamorfozy większe, niż przebieranie Norweżek w tiul i cekiny u Trinny i Susannah. Niektóre makiety były nasze, inne pochodziły z czasów, gdy w klubie Twierdza grało się w bitewniaki. Zawsze jednak takie odnawianie czegoś, co stanowiło bezwartościowy wcześniej zapychacz kartonów, dawało sporą satysfakcję. No tak, ale jak to zrobić z figurkami? W końcu nie będziemy konwertować każdej słabej figurki, bo niektóre na to nie zasługują. A niektórym figurkom robi to jeszcze gorzej. Stąd narodził się u mnie pomysł trochę śmieszny, a dla niektórych będący może stratą czasu - pomysł, który zakłada, że stare, dziwaczne, uznawane za śmieszne (w tym raczej złym znaczeniu) modele będę malować tak ładnie, jak te, które mi się podobają.
06.04.2017

Krasnoludzki grzmotomiot

Już od kilku dni chciałam coś wrzucić, bo krasnala skończyłam dobre 2 tygodnie temu, ale ciągle po południu nie miałam czasu. Cały czas coś się dzieje, nawet malowanie ostatnio uskuteczniałam chyba w sobotę... Dlatego z pewnym opóźnieniem wrzucam zaległego krasnoluda. Właśnie zauważyłam, że w tytule odruchowo użyłam słowa z gry Battle for Wesnoth ;) Powinno być chyba "gromowładny" (ale tam to był drugi level grzmotomiota). Ze starymi krasnoludami (metalowymi oczywiście) jest jak z tanim winem - stare krasnoludy są dobre, bo są dobre i stare. Do thundererów mam słabość szczególną, nieco większą niż do innych "profesji" wśród tej zacnej brodatej rasy. W sumie nie wiem czemu. 
02.04.2017

O Prima Aprilis na poważnie ;)

Prawdopodobnie absolutnie nikt nie dał się nabrać na mój wczorajszy żart primaaprilisowy, co nie było zresztą specjalnie dużym zaskoczeniem dla mnie, biorąc pod uwagę, że był szyty dość grubymi nićmi.

Niemniej jednak, dzisiaj już oficjalnie ogłaszam, że nie był to w żadnej mierze blogowy post na poważnie, a o moich prawdziwych dalszych figurkowych planach jeszcze napiszę w najbliższych dniach.

Tymczasem zapraszam, w ramach ciekawostki - jeżeli kogoś to interesuje - do przeglądu wczorajszych paździerzaków już zupełnie na serio, gdyż paradoksalnie część z nich ma stosunkowo "bogatą" historię, a niektóre są powiązane z początkami mojego figurkowego hobby.
01.04.2017

O dalszych moich planach figurkowych słów kilka!

Po tym, jak mój przedwczorajszy powrót blogowo-figurkowo-malarski, czyli "Biały Miś", spotkał się z Waszym ciepłym przyjęciem (dziękuję, bardzo się cieszę!), chciałbym podzielić się z Wami moimi planami hobbystycznymi na najbliższą przyszłość, a także przedstawić kilka bieżących projektów w fazie WiP. 

Jak już wspominałem, na blogu nie było mnie już kawał czasu, sporo się w tym czasie zmieniło, więc sądzę, że warto poświęcić chwilę na zapowiedzi, czego z mojej strony możecie spodziewać się w przyszłości. Przy okazji chciałbym podzielić się z Wami swoimi ostatnimi przemyśleniami odnośnie natury naszego hobby.
30.03.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXI - Biały Kruk (Biały Miś)

Dzisiejszy post to swego rodzaju niespodzianka z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, Kapitan Hak napisał coś wreszcie na Hakostwie (ostatnio publikowałem we wrześniu zeszłego roku, a jeżeli brać pod uwagę tylko posty z konkretnymi efektami modelarskimi, to nawet w lipcu ;)). Po drugie, po raz pierwszy od dawien dawna mamy na naszym blogu podwójny Figurkowy Karnawał Blogowy (patrz: post Natalii w temacie karnawałowym). Po trzecie, chyba najważniejsze, zaprezentuję dzisiaj pomalowaną przeze mnie figurkę... pierwszą figurkę od naprawdę bardzo, bardzo dawna.

Ale opowiem wszystko po kolei...
24.03.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXI - Biały Kruk

Pora na kolejną edycję Figurkowego Karnawału Blogowego... w tym miesiącu jest to Biały Kruk, a gospodarzem tej edycji jest Grish. Temat, do którego pasowałoby pewnie wiele figurek zrobionych pod poprzednie edycje FKB. Oldschool? Epickość? Święty Graal? A zarazem to coś innego niż tamte tematy. Chciałam więc poszukać czegoś pasującego i tu natrafiłam na spore trudności.

Tak sobie przemyślałam, co dla mnie jest tym białym krukiem. A że na myślenie mam za dużo czasu (jak było widać po poprzedniej edycji FKB), to uznałam, że w sumie to nie mam białego kruka. Można się śmiać ;) Tyle u nas w domu stoi lub leży w walizkach figurek, które od lat nie są już produkowane, zniknęły nawet z wirtualnych półek, a na aukcjach schodzą za grubą kasę. Ale czy jest wśród nich biały kruk? To coś, na czym nam by aż tak zależało, żeby (jak wiele lat temu) ustawiać sobie budzić na środek nocy, by zalicytować na Ebayu, za co dalibyśmy przysłowiową nerkę, co balibyśmy się latami malować (była jedna taka figurka, ale to nie całkiem biały kruk), żeby nie schrzanić sprawy? Chyba nie.
20.03.2017

Krasnoludzki inżynier z Avatars of War

Ostatnio chciałam przetestować pierwsze wyroby alkoholowe, na jakie pozwoliłam sobie od urodzenia syna. Ponieważ jednak ciągle karmię, nie mogły to być wyroby spożywcze, a jedynie farbki Vallejo z serii liquid gold i liquid silver ;) Tak, wreszcie je kupiliśmy! Zaczęłam testować na tym krasnoludzie i na dwóch typach z Rohanu, ale tak mnie zirytowali ci Rohańczycy, że schowałam ich z powrotem do walizki. Na krasnalu nie ma wielkich metalowych powierzchni, więc niewiele mogę pokazać z tych testów. Jedyne, co mogę napisać, to że pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Ten krasnolud natomiast pierwsze wrażenie zrobił na mnie nienajlepsze. Niby fajny typ, wygląda trochę jak Rory Swann ze Starcrafta, ale albo odlew ktoś zrobił na odwal, albo ja mam coś z oczami. 
13.03.2017

Gandalf Biały (pieszo)

Gandalf Biały piechotą nie chodzi? Po pomalowanej wiele lat temu konnej figurce można by powiedzieć, że tak. Ten konny Gandalf jest mi zresztą solą w oku, bo jakoś to cieniowanie szat mało subtelnie wyszło. Od dawna noszę się z zamiarem rozpuszczenia i pomalowania od nowa, ale czasu szkoda, kiedy go tak mało... udało mi się jednak dorwać Gandalfa Białego pieszego i na nim choć trochę odkupić błędy z przeszłości (tzn. z konnej wersji). Nawet wersję z gazetką mi się udało kupić (a gazetki są, nie ukrywajmy, także dość cennym nabytkiem). I nawet z tutorialu malarskiego w niej zamieszczonego skorzystałam ;) 
07.03.2017

Ungrim Ironfist - wydanie drugie poprawione

Pamiętacie Ungrima? Ukazał się na blogu mniej niż rok temu, więc nie został wyciągnięty aż z takich dawnych czasów. Choć dla nas to jakby poprzednia era ;) Pisałam wówczas, że nie polubiłam się z tą figurką oraz że jest niestety niekompletna. Zdania co do modelu nie zmieniam, choć od tamtego czasu skompletował się trochę bardziej, bo Pepe wysłał mi brakujący kawałek płaszcza. Wielkie dzięki, Pepe! Ten smoczy łeb poprawia humor każdemu krasnoludowi, miłośnikom krasnoludów też :) Dlatego bardzo się cieszę, że jest.
02.03.2017

Jaszczurki z Karak Zorn

Było wężowisko, będzie jaszczurowisko. Mimo, że jedna jaszczurka może tyłka nie urywała, to zawsze w kupie siła. Ze wszystkich drobiazgów sporo sobie obiecywałam po efekcie końcowym jaszczurek, bo one tak efektownie się prezentują, nawet przy słabszym skillu malarskim. Jak dla mnie lizaki to idealna armia do WFB dla początkującego malarza. Można poćwiczyć śmiałe kolory i wszystko fajnie wygląda. Dżunglowe podstawki też są fajne, żałuję, że nie miałam ich nigdy do czego zrobić. Tu standardowo mamy podziemia, ale jaszczurki dodały kolorów smutnej twierdzy, gdzie wiecznie szaro, zimno i ciemno.
23.02.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXX - Epickość

To będzie wpis z gatunku "gadanych" - nie stworzyłam na potrzeby tej edycji nic, co można by podciągnąć pod przymiotnik "epicki". Nie chciałam powtarzać poprzednich edycji (średnio mam też na to czas), a raczej zastanowić się nad tym, czym owa "epickość" jest. Wyjaśnię tylko na początku, że mówimy o nowym znaczeniu słowa "epicki", ale pierwotne też warto znać, tak dla zachowania czystości języka :) Dla dopełnienia formalności dodam jeszcze, że w tym miesiącu Figurkowy Karnawał Blogowy prowadzi Borsuk i to on skłonił mnie (i pewnie sporo innych osób) do przemyśleń nad epickością w hobby i nie tylko. Nie wiem jeszcze, jakie będą moje wnioski, ale już czuję, że chyba lekko nostalgiczne, więc może na wszelki wypadek pójdę sobie po chusteczki albo od razu czekoladę (kończę pisać w Tłusty Czwartek, więc może szóstego pączka?) ;)
18.02.2017

Wężowisko z Karak Zorn

Nastała sobota, czyli święto robienia fotek :) Chociaż czasem udaje mi się je zrobić w tygodniu. Zwykle jednak fotografuję w soboty, niezależnie od pogody. Dzisiaj, choć pochmurno, wyszło całkiem nieźle i wężowisko (nazwa autorstwa QC) wygląda jak powinno, wszystkie kolory i inne detale nie są przekłamane. Wężowiska w Karak Zorn nie mają jeszcze swoich zasad. Ale będą miały - nic nie stoi na przeszkodzie, w końcu węże to drobnica jak każda i też mogą się w grupę połączyć. Różnorodność gatunkowa jest spora, mamy coś na miarę albinosa (kolorystyka z troglodyty, powróci jeszcze w "jaszczurowisku"), mamy bardzo wściekłego wielkiego węża, mamy grzechotnika i niepozorną, a jadowitą czarną mambę. Pełen raj dla fanów węży.
15.02.2017

Eowina z Helmowego Jaru

Ostatnio miałam już pokusę, by wrzucić tę figurkę, ale się powstrzymałam, zostawiając najlepsze na później :) Zawsze mi się podobała i cieszyłam się, gdy w maju zeszłego roku udało się ją kupić na Allegro. Niestety nie doczekała się malowania w erze przedporodowej, więc musiała poczekać w słoiku z rozpuszczalnikiem, ale gdy już się za nią wzięłam, to na trzy raty udało się ją pomalować. No, cztery, licząc z podstawką. Szaleństwo, biorąc pod uwagę ilość wolnego czasu. Mimo wszystko czasem warto zużyć go tyle na jedną figurkę. Cieszę się, że w końcu zagościła na półce, chociaż tyle już tych pozytywnych bohaterów mamy, że trzeba by pomalować jakieś zło, żeby mieli z czym walczyć. Ale litości, komu by się chciało brać za gobliny z Morii... 
11.02.2017

Drobiazgi do Karak Zorn - jaszczurka

Ostatnio nie wrzuciłam jaszczura, bo chciałam zrobić nowe fotki. Zrobiłam, znów nie powalają, czasem coś się z tym balansem kolorów dzieje. Ale są lepsze niż poprzednio, więc mimo pokus, by wrzucić coś większego i fajniejszego, dam szansę tej jaszczurce. To kolejny z drobiazgów podziemnych, taka mała, niepozorna jaszczureczka, która nikomu krzywdy nie wyrządza i łazi sobie po Karak Zorn tak długo, aż coś jej nie upoluje. Chyba, że nażre się spaczenia, wtedy może sprawiać kłopoty. Ale przecież nikt jej nie kazał jeść spaczenia. Ta konkretna jest lekko poirytowana, ale chyba poza tym całkiem zwyczajna. 
08.02.2017

Gigantyczny pająk z jaskiń Karak Zorn

Po ostatnim entuzjastycznym przyjęciu węża postanowiłam wrzucić znów coś nowego do podziemi :) Chciałam małą pojedynczą jaszczurkę, ale foty tak mi ją skrzywdziły, że wbrew chronologii wepchnę tu coś innego, mianowicie pająka. Gdzie jaskinie, tam nie może zabraknąć pająków, pajączków i pajęczaków. Mamy ich w domu na garści, ale akurat taki duży był tylko jeden. Może nadawać się także do Mordheim jako zdarzenie losowe znane pod nazwą "Itsy-Bitsy Spider". Biega po ścianach, jest zły, jadowity i robi wszystko to, co pająki standardowych rozmiarów, tyle że ofiarą może być każdy. Osoby z arachnofobią niech już teraz skończą czytanie ;)
04.02.2017

Drobiazgi do Karak Zorn - wunsz!

Ostatnio mam znowu to samo, co kiedyś - więcej zaległości do wrzucenia na bloga niż czasu, by to uczynić. Nie znaczy to niestety, że jest tego aż tyle, po prostu czasu mam jeszcze mniej niż dawniej ;) Tego węża skończyłam jeszcze przed elfem, ale elf tak jakoś wepchnął się przed niego w kolejce. Już nadrabiam i dla porządku jak zawsze wyjaśniam - z bogatego bestiariusza do KZ mamy ambicję zgromadzić wszystko, choćby po jednym reprezentacyjnym stworku. Wszystko, to znaczy nawet najmniejszy drobiazg. A do takich drobiazgów należą jaskiniowe węże, które w sumie nic nie robią, bo zwykle nawet jadowite nie są. Ktoś rzekłby - nuuuda! A jednak miło maluje się takie proste modele. Przy niewielkiej ilości czasu dają satysfakcję, bo takie malowanie można chapnąć na raz, może na dwa razy.
28.01.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXIX - Opowieść (i makieta)

Gdy po dłuższej przerwie chciałam wrócić do hobby, pomyślałam oczywiście o FKB... ale nie mogłam, jak zwykle w takich chwilach, odnaleźć aktualnej edycji. Przypadkiem jednak się udało, ucieszyłam się, że prowadzi ją koyoth, jednak moją pierwszą reakcją na styczniowy temat FKB był jęk: "Dlaczego teraz?!". Opowieść to przecież coś w sam raz dla mnie, przynajmniej w czasach, gdy miałam dużo czasu i zero problemów z koncentracją. Ale przecież nikt nie powiedział, że mamy się okopać w bezpiecznej strefie komfortu i robić tylko to, co łatwe, nie podejmując żadnych wyzwań. Uznałam, że jednak wstanę z tej kanapy i zrobię coś... no właśnie, drugi problem był taki, że nie miałam specjalnie pomysłu, co by to miało być. Wszystkie moje opowieści "okołofigurkowe" były pisane "na zamówienie", czyli był temat i potrzeba, np. wstawki fabularne w turniejowych scenariuszach albo jakiś opis przedmiotu czy postaci. A tu tak z głowy temat stworzyć... na pomoc przyszła mi makieta, którą zaczęłam na początku stycznia (to właściwie pierwsza rzecz, którą zaczęłam robić po przerwie). Powoli, bardzo niemrawo, coś zaczęło się rodzić i na szczęście ten "poród" nie trwał długo ;) To jednocześnie debiut makiety na blogu (jak na mnie skończyłam ją ekspresowo), jak i wpis z FKB na ten miesiąc. Kosztowało mnie to sporo cennego czasu, ale cóż, było fajnie. Zapraszam do czytania i oglądania... jeśli możecie spędzić resztę weekendu przed kompem ;)
21.01.2017

Mordheim Elf Ranger

Jak się chce, to można. Wszystko prawie można... ale czy trzeba? Nie wiem, czy malowałabym elfa rangera z Mordheim, gdybym sobie miała to teraz wybierać, ale w lipcu zaczęłam go razem z Sarumanem, więc był następny w kolejce i po prostu wymagał skończenia. Powiecie: ale fajnie, oryginalny elf z Mordheim, każdy chciałby go mieć. Pomalowałam go już zresztą ponad trzy lata temu, wtedy na zamówienie i nie na takim poziomie jak teraz (nie, żebym się nie starała, po prostu nie umiałam). Ale przyznam szczerze, że jak już wynajmowałam tego najemnika (co zdarzało się rzadko), to brałam tego pana, a oryginalna figurka naczekała się dość długo, nim została pomalowana.
16.01.2017

Drobiazgi do Karak Zorn - Jaskiniowe purchawki

Jak ustaliliśmy z Tomkiem jakiś czas temu "Karak Zorn" to nazwa umowna wszelkich projektów do podziemi. Fluffowo pozostajemy w opuszczonej przeklętej twierdzy krasnoludów, ale hobbystycznie efekty tych prac będzie można dopasować do wielu podziemnych projektów. Ze względu na nasze stare okna w domu mamy teraz dość wilgotno - może dlatego po przerwie oboje zajęliśmy się grzybami ;) Tomek zaczął na wielką skalę, ja tylko skromnie ulepiłam skupisko jaskiniowych purchawek. Są nieduże, bo ich mutacja nie polega na przybraniu monstrualnego rozmiaru, tylko na wchłanianiu spaczenia z okolicznych źródeł i rozsiewaniu go potem (niestety) wraz z zarodnikami. Jak się domyślacie, nie jest fajnie wdepnąć w takie grzybki w podziemiach Karak Zorn, chociaż purchawki przynajmniej nie mogą odgryźć nogi ;)
11.01.2017

Saruman Biały

Tak pisałam, że nie maluję pełnowymiarowych figurek... no i faktycznie nie miałam zamiaru. Ale w trakcie robót makietowych i oczekiwania, aż Tomek psiknie mi podkładem kilka drobiazgów pojawił się zastój, w trakcie którego trzeba było czymś wypełnić wolny czas. Wolnego czasu nie ma wszak dużo, trzeba korzystać. Wtedy wzięłam tego wspomnianego w poprzednim wpisie Sarumana, którego ledwie zaczęłam w lipcu i pomyślałam, że sobie go dokończę. Nawet nie zajęło mi to tak dużo. Chyba kiedyś znacznie gorzej organizowałam sobie czas ;)
05.01.2017

Zapomniane figurki - Grima, Żmijowy Język

Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji, ale mnie chyba jeszcze mniej się tu spodziewano ;) Dziś jednak przechodzę samą siebie, bo nie dość, że na bloga weszłam, to jeszcze coś wrzucam. Nie, nie jest to figurka nowa, niestety. Pozwólcie mi oszczędzić opowieści o działaniu kobiecych hormonów, bo pewnie niejeden z panów nieraz na nie narzekał - faktem jest, że w ciąży, jakieś dwa miesiące przed porodem, z dnia na dzień zwykłam tracić zainteresowanie hobby i wołami mnie do figurek nie zaciągniecie. Ani nawet do bloga, jeśli coś zalega na półce. Grima pochodzi ze starej ery, miałam go nawet wrzucać w lipcu, ale jak to bywa z czarnymi/ szarymi/ białymi figurkami, balans kolorów okazał się na zdjęciach bardzo skrzywdzony i nie miałam serca tak okaleczonej zdjęciami figurki wrzucać na bloga. A zrobić nowych zdjęć już też mi się nie chciało, bo właśnie prasowałam góry dziecięcych ciuszków, co na tamten czas stanowiło moje hobby.

Popularne posty

Polecane blogi